Otorten

Scenariusz: Grzegorz Bereszczuk, Kamil Sochoń

Larp terenowy, gamizm, narratywizm, thriller historyczny.

Premiera: Gajówka Borsukowina, 22 luty 2014 r.

Fot.: Marta Godun

Luty 1959. Wiżaj, ZSRR.

Grupa studentów, pragnących zdobyć szczyt Otorten, zostaje uznana za zaginioną osiem dni po planowanym zakończeniu ekspedycji. Zaniepokojony niedoszły członek wyprawy postanawia zwołać ochotniczą grupę ratunkową aby odnaleźć przyjaciół. Szczęście od początku sprzyja ratownikom, dołącza do nich grupa radzieckich żołnierzy wracających z przepustki i stacjonujących nieopodal Wiżaj. Pełni nadziei śmiałkowie podążają niebezpiecznym szlakiem swoich poprzedników, wiodącym przez terytoria Mansów i złowieszczą górę Kholat Syakhl. Mimo groźnej natury uralskich szczytów wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w ciągu najbliższych godzin cel wyprawy zostanie osiągnięty. Ale czy to faktycznie będzie koniec ekspedycji?

Zapiski radzieckiego żołnierza: Dookoła nic oprócz mało znajomych mi twarzy, które ciągle konspiracyjnie szepczą. Panuje zupełny mrok. Wszyscy są zmęczeni i niepewni tego, co przyniesie im kolejna chwila. Przedzieram się przez ciemny las z kałachem na ramieniu i latarką w zębach. Mam wrażenie, że ktoś się czai w tej otchłani. Nie wiem czy przeżyję nadchodzącą noc… może zginę… a może kolejny raz w życiu będę musiał pociągnąć za spust…

Urszula Białobrzeska

Czucie klimatu ponad normę. Larp mimo iż był stworzony po raz pierwszy i przez osoby, których był to de facto pierwszy poprowadzony LARP, uważam że wyszedł jak najbardziej pozytywnie. Mrok w lesie i ginący ludzie, konspiracje i chciwość. Śmierć na każdym kroku, czekająca tylko by wbić w świeże ciało swe zęby. Odgrywanie kompletnie egoistycznego i wyduszonego z ostatnich kropli uczuć człowieka to jest to.

Daniel ‘Drach’ Zacharczuk

Mon rapport: Przedłużający briefing miał swój ukryty cel, jakże genialny Co prawda leżę teraz z 39 stopniami gorączki ale było warto! Zmarznięci, lekko podenerwowani, pod osłoną nocy rozpoczęliśmy wędrówkę po lesie. Czy klimat larpa byłby taki sam, gdybym w ciepłych skarpetkach, podczas jasnego dnia, omijała sprawnie lodowate kałuże? Nie sądzę. Więc się zaczęło! Już od pierwszych minut larpa rozpoczęły się rozmowy, odkrywanie co raz nowych informacji, nawiązywanie kontaktów. Rozstawiamy namioty, wojskowi drą mordy. Dziwni ludzie, każdy inny, ekipa ratownicza specjalnej troski. Z głuchej ciemności seria z karabinu. Strach, szybkie złożenie obozu, idziemy dalej. Pierwsze trupy. Mimo wszystko dążymy do celu. Tylko pod koniec okazało się, że każdy do innego. Ale czy to teraz ważne? Wszyscy marnie zginęliśmy – naprawdę chciałem pomóc, nie miało się to tak skończyć. Żanno, Twój słodki obraz wziąłem z sobą do grobu. Jeleno – pamiętaj, że wybaczyłem, Twoje łzy szczerości oczyściły Twoje sumienie. Otorten, pożarłeś moją duszę!

Gosia Ciereszko

To był mój drugi larp ever. Na początku miałam problem z wczuciem się w postać bo wszystko trochę się opóźniło i nie czułam klimatu, ale kiedy tylko trochę się wyciszyłam i posłuchałam rozmowy ,,rosyjskiego dowódcy” udało mi się wejść w rolę. Odnajdywałam się w roli Jeleny, a mistrzowie gry nie narzucali mi z góry szczegółowego opisu charakteru postaci dlatego miałam duże pole do popisu. To sprawiło, że lepiej wczułam się w rolę. W larpie skupiłam się na moich celach, lecz szybko zorientowałam się, iż kłócą się one z celami Agaty i Karola. Musiałam trochę zboczyć z drogi, którą sobie obrałam, co na początku mi się nie spodobało (bo uparcie dążę do osiągnięcia wszystkich celów), ale zastanowiwszy się nad tym chwilę uświadomiłam sobie, że tak jest zdecydowanie lepiej. Ich cele były bardziej rozsądne, logiczne, prawdziwe. Obrałam zatem swój własny cel: utrzymać córkę przy życiu, sprawić by była szczęśliwa – co mi się udało. Trochę szkoda, że na końcu wszyscy zginęliśmy (mogłam jednak posłuchać głosu rozsądku i zaufać mężowi, który mógł nas ocalić, ale kłóciło się to ze wszystkim co wyczytałam w karcie postaci ;)), ale cieszy mnie fakt, że nasza córka przeżyła. Podsumowując larp był niesamowicie klimatyczny – szczególnie te łażenie po lesie nocą, z wodą w butach i lekko podmarzniętymi stopami dodało jakieś +10 do klimatu. Wszyscy świetnie grali i każdy chyba się odnalazł w swojej roli. Nie wyobrażam sobie lepszych warunków, miejsca ani ludzi w tym larpie. Dziękuję twórcom i wszystkim graczom. Było MEGA.

Marlena Bigosińska

Świetna fabuła debiutantów-pisarzy towarzyszy don Kamillo i Gregorio. Akcja oparta na mrocznych opowieściach o paranormalnych zjawiskach podczas Zimnej Wojny w głuchej miejscowości Uralskiej w Matuszce Rosji. Młody dziennikarz, kierując się bardziej marzeniami, aniżeli rozumem, trafia w towarzystwo ochotniczej ekipy poszukującej zaginionych studentów. Podczas wymarszu zostaje uśmiercony przez gnuśne żołdactwo, knujące mroczne gierki. Ech, tak się i nie zbył słodki sen o Krainie Wujka Sama… ;p

Antoni Malijewski